Tureccy piłkarze, za awans do półfinału Euro-2000, otrzymają 3 mln dolarów do podziału - poinformował w piątek turecki minister sportu Fikret Unlu.
W sobotę, w Amsterdamie, na drodze do fortuny Turkom staną Portugalczycy, którzy w turnieju wygrali wszystkie trzy mecze. - Zgodziliśmy się nagrodzić piłkarzy narodowego zespołu trzema milionami
dolarów, aby dobrze ich umotywować w walce o półfinał -
powiedział Unlu. Minister dodał, że wymieniona suma zostanie zwiększona jeżeli
Turcja awansuje do finału. Nie sprecyzował jednak wysokości premii.
(top)
23 czerwca 2000
Rumuni bez Popescu i Petrescu
Reporter WP z Belgii i Holandii
Rumuńscy piłkarze w piątek rano trenowali na stadionie króla Baudouina. Trening nie był zbyt męczący dla zawodników. Nie męczył się gwiazdor drużyny Gheorghe Hagi, który tylko truchtał na murawie. Podobnie jak Hagi zachowywali się starsi zawodnicy ekipy. Można było zauważyć, że w rumuńskiej drużynie jest podział na młodych i starych. Na przykład po niecelnym strzale Hagiego, kapitan reprezentacji nie idzie po piłkę tylko wysyła młodszego gracza. Widocznie w reprezentacji Emericha Jeneia znają pojęcie wojskowej fali. Jednak to nie przeszkadza im w ogrywaniu silniejszych rywali (Anglia) i graniu na światowym poziomie. Selekcjoner Jenei ma kłopoty z wystawieniem składu na mecz z Włochami z powodu żółtych kartek i kontuzji. Za kartki cierpieć będą Cosmin Contra, Adrian Ilie oraz gracz londyńskiej Chelsea, Dan Petrescu. - Nie obawiam się, że koledzy nie poradzą sobie w meczu z Włochami. Zdaję sobie sprawę, że mamy osłabioną defensywę. Nie zagra Popescu co jest dużą stratą dla zespołu. Nie będzie mnie. Co z tego skoro w ataku zagramy tak dobrze, że obrońcy nie będą mieli za wiele pracy - stwierdził Petrescu. - Wierzę w awans do półfinału. Włosi mają dobrą drużynę, ale czy nie tak samo mówiono o Anglikach. Najbardziej smutnym człowiekiem w ekipie Rumunii był Gheorghe Popescu. Właśnie on jest zawodnikiem cierpiącym na kontuzję. W meczu z Anglią, blokując strzał Davida Beckhama doznał stłuczenia uda. Przez to piłkarz Galatasaray nie będzie mógł grać przez cztery tygodnie. - Lekarze robili wszystko, aby przywrócić mnie do zdrowia. Nic z tego nie wyszło. Koledzy będą musieli poradzić sobie bez mnie, ale jestem przekonany o ich sukcesie. Włosi grają bardzo dobrze w obronie. My super w ataku. Nie będę typował wyniku - powiedział zdobywca Pucharu UEFA.
Najbardziej rozchwytywanym piłkarzem był gracz Interu Mediolan, Adrian Mutu. Włoscy dziennikarze pytali o specjalną mobilizację tego zawodnika na mecz z ich drużyną. - Wcale nie muszę specjalnie się spinać na spotkanie z Italią. Gra w klubie, a gra w reprezentacji jest zupełnie czym innym. Znam zawodników z Włoch. Na wyróżnienie zasługują włoscy obrońcy. Obawiam się, że przeciwko Nescie czy Maldiniemu będzie nam ciężko grać. Jednak to my będziemy w półfinale - zakończył Mutu.
Można sądzić, że optymizm panujący w rumuńskiej ekipie bierze się z tego, że po pauzie spowodowanej czerwoną kartką, zagra Hagi. On sam też wróży sukces. - Znam Włochów. Nie są w stanie nam przeszkodzić w drodze do mistrzostwa - krótko, ale dobitnie powiedział kapitan Rumunów.
Tekst i zdjęcia Tomasz Lustyk
23 czerwca 2000
Na trybunach 800 tysięcy
Pierwszą rundę mistrzostw obejrzało prawie 800 tysięcy widzów. Najwięcej fanów zasiadło na meczu Holandia - Francja. Trybuny Amsterdam ArenA zgromadziły ponad 51 tysięcy kibiców i był to rekord stadionu. 50 000 ludzi zasiadło także na meczu Holandia - Czechy. Oba spotkania pobiły rekord oglądalności w holenderskiej TV.
Ogólnie z 825 950 przygotowanych biletów na pierwszą rundę sprzedano 794 850. Najmniejszym zainteresowaniem cieszył się mecz Słowenii z Jugosławią. Po remisie Słowenii z Jugosławią i dobrej grze "kopciuszka" Euro o 20% zwiększyła się sprzedaż biletów na ich kolejne spotkania. Także mało osób chciało być na meczu Czechów z Duńczykami. Tak mało, że 3 500 kart wstępu nie zostało wykorzystanych. Organizatorzy zanotowali sukces, bo tylko 4% widzów nie przyszło choć mieli wykupione bilety. Działacze liczą, że na fazie pucharowej na wszystkich stadionach zasiądzie komplet.
Tomasz Lustyk
23 czerwca 2000
Sędziowie znani i nie lubiani
Reporter WP z Belgii i Holandii
W hotelu Solid, gdzie zakwaterowani są oficjale UEFA, a także sędziowie pracujący na Euro, zorganizowano specjalną konferencje prasową, na której podano do wiadomości obsadę sędziowską spotkań ćwierćfinałowych. Mecz Włochy - Rumunia poprowadzi Portugalczyk Vitor Manuel Melo Pereira , arbitrem spotkania Portugalia - Turcja będzie Dick Jol z Holandii. Na stadionie w Rotterdamie, gdzie zmierzą się zespoły Holandii i Jugosławii, głównym będzie Jose Maria Garcia Aranda. Kolejny mecz, Hiszpania - Francja, sędziować będzie "ulubieniec" Czechów, Pierluigi Collina z Włoch.
Obsada sędziowska została przyjęta przez dziennikarzy z uśmiechem na twarzy. Od wielu lat europejskie władze piłkarskie lansują projekt, że ważniejsze mecze (ćwierćfinały, półfinały) powinni prowadzić sędziowie, którzy nie są związani z krajami, które grają w danym turnieju. Tutaj odstąpiono od tej zasady, tłumacząc, że arbitrzy są profesjonalistami i nic im nie może przeszkodzić w dobrym wykonywaniu pracy. Według obserwatorów UEFA pierwsza faza mistrzostw była sędziowana rewelacyjnie. Kiedy padło takie zdanie, to siedzący obok mnie reporter z Czech uśmiał się prawie do rozpuku. Widać, że starsi panowie z Nyon (szwajcarska siedziba UEFA), czują się bardzo dobrze. Odmiennego zdania są kibice i dziennikarze z Rumunii, Turcji i Jugosławii. Oni nie mają swoich arbitrów na Euro i czują się pokrzywdzeni. Jednak raz podjęte decyzje nie zostaną cofnięte, nawet gdyby w UEFA interweniował sam Papież. Sędziami nie przejmują się za to Francuzi - dla nich nie jest ważne, kto będzie sędziował mecz. Uważają, że mają bardzo dobrą drużynę, która sama sobie sama da radę.
Miejmy nadzieję, że oficjale z UEFA dokonali dobrego wyboru i kolejne mecze nie będą spektaklami jednego widza. - O co nas podejrzewacie? To skandal, że spotykamy się z takimi zarzutami! Wszystko co robimy, jest uczciwe - stwierdził Collina. Reporter z Czech uśmiechnął się jeszcze raz. I bądź tu człowieku mądry...
Tomasz Lustyk
23 czerwca 2000
Jerzy Engel złamał ząb o... kurczaka
Trener piłkarskiej reprezentacji Polski, Jerzy Engel, uważa, że poziom odbywających się w Belgii i Holandii mistrzostw Europy jest bardzo wysoki. - Mecze są porywające. Imponuje mi przede wszystkim wysoki poziom wyszkolenia technicznego piłkarzy i ich wspaniałe przygotowanie fizyczne. W dzisiejszym futbolu, aby osiągnąć sukces, trzeba grać otwarcie, atakując całym zespołem. Ważniejsze od obrony własnej bramki jest zdobywanie goli... Tak, jak przewidywałem przed mistrzostwami, z grupy A awansowali Portugalczycy i Rumuni. Wyeliminowanie Anglii i Niemiec nie jest dla mnie niespodzianką. Portugalczycy wnieśli dużo ożywienia do futbolu, a Luis Figo może być bohaterem mistrzostw. Moimi faworytami nadal pozostają Hiszpanie, Francuzi i Holendrzy. Przewiduję, że w półfinale zagra Hiszpania z Francją. Byłby to morderczy mecz. W finale być może dojdzie do powtórki spotkania grupowego Francja - Holandia.
Z mistrzostw odpadły zespoły, które mimo dobrej gry nie strzelały bramek. Norwegowie prezentowali się bardzo solidnie, zdobyli jednak tylko jednego gola. Tylko jednego także stracili, ale to najlepszy dowód, że ważniejszy od obrony jest atak. Świetnie grali Belgowie. Zabrakło im superstrzelca i zostali wyeliminowani. To wskazówka dla nas. Chcąc się liczyć, trzeba grać ofensywnie. Nasi gracze muszą zrozumieć, że samą obroną nic się nie zrobi. Ponadto trzeba być przygotowanym na grę na pełnych obrotach przez dziewięćdziesiąt minut, a nawet dłużej. Wiele bramek w tych mistrzostwach padło w czasie doliczonym przez sędziego.
W pełni realizowane jest eksponowane na każdym kroku hasło "futbol bez granic". Obserwowałem wspaniałe zachowanie kibiców duńskich, holenderskich, jugosłowiańskich i norweskich. Razem się bawili, nie było w nich śladu agresji. Wybryki Anglików to ewenement.
Polski selekcjoner przez większą część fazy grupowej mistrzostw przebywał w Belgii i Holandii. Musiał wrócić do Polski z powodu... złamania zęba. - Do nieszczęścia doszło gdy jadłem kurczaka. Ząb złamał się tak nietypowo, że w tamtejszej klinice nikt nie chciał się podjąć jego wyleczenia. Musiałem wobec tego przyjechać do kraju, ale być może uda mi się jeszcze wrócić na mistrzostwa.
(top)
23 czerwca 2000
Matthaeus krytykuje kolegów, koledzy - Matthaeusa
Weteran futbolu, libero piłkarskiej reprezentacji Niemiec, Lothar Matthaeus ostro skrytykował kolegów z zespołu narodowego po poniżającym wyeliminowaniu drużyny z rozgrywek Euro 2000 w pierwszej rundzie. - Musimy bardzo starannie przyjrzeć się charakterom zawodników. Byłoby lepiej powołać do zespołu mniej utalentowanych piłkarzy, którzy mają serce do gry i są dumni z reprezentowania Niemiec. Oby nigdy nie było kolejnej drużyny narodowej, której piłkarze zarabiają miliony, a nie są gotowi dać z siebie wszystkiego dla zespołu - powiedział Matthaeus.
39-letni zawodnik zakończył swą bogatą reprezentacyjną karierę we wtorek porażką z Portugalią (0:3), która spowodowała, że Niemcy wracają do domu z dorobkiem zaledwie jednego punktu. On sam wpisał się na karty historii futbolu 150. występem w reprezentacyjnym kostiumie, nie przesądzając jednak, iż był to
jego ostatni mecz w narodowych barwach.
Matthaeus bronił trenera Ericha Ribbecka, który zrezygnował z pracy z reprezentacją po wtorkowym meczu, a którego często obwiniano za "ślepą" wiarę w "wiekowego" piłkarza. - Nie powinniśmy obwiniać za wszystko Ericha. Niektórzy gracze opuścili go, a ja mu współczuję.
Z kolei Thomas Helmer, pomocnik reprezentacji mistrzów Europy z 1996 roku, złożył winę za nieudany start w Euro na Matthaeusa. - Cała ta sprawa przypomina mi mistrzostwa świata z 1998 roku. Obecność w nich Lothara hamowała poczynania innych graczy, którzy nie mogli w pełni wykorzystać swych możliwości. Ponadto Helmer twierdzi, że wielu z piłkarzy nie
chciało powrotu Matthaeusa do reprezentacji, tylko nikt nie ośmielił się powiedzieć tego publicznie. Helmer uważa, że Matthaeus zrobiłby najlepiej, gdyby sam zrezygnował z reprezentacyjnych występów.
(top)
23 czerwca 2000
Pierwszy chuligan piłkarski osądzony i... uniewinniony
Pierwszy chuligan piłkarski postawiony przed sądem belgijskim za czynne stawianie oporu policji w czasie mistrzostw Europy został uniewinniony. Sąd w Charleroi, rozpatrujący w trybie doraźnym sprawę 34-letniego Adriana Browna z Colchester, uznał, że prokurator nie dostarczył niezbitych dowodów winy oskarżonego. Oskarżyciel zarzucił mu czynne stawianie oporu i zadanie ciosów policjantowi w czasie incydentów, do których doszło w nocy z soboty na niedzielę w Charleroi po meczu Anglia - Niemcy. Podstawą oskarżenia było jedynie zeznanie uderzonego policjanta, który - ubrany po cywilnemu - usiłował interweniować w czasie zajść.
Prokurator odwołał się od wyroku, powołując się na źródła w ministerstwie sprawiedliwości. Był to pierwszy przypadek zastosowania przeciwko piłkarskiemu chuliganowi trybu doraźnego, wprowadzonego na mocy nowej ustawy przed piłkarskimi mistrzostwami Europy. Rząd belgijski twierdzi, że celem tej ustawy było nie tylko odstraszenie piłkarskich chuliganów, lecz w ogóle zaostrzenie walki z drobną przestępczością.
(top)
23 czerwca 2000
Cruyff sceptyczny wobec szans Holendrów na tytuł
Z kompletem punktów zdobytych w pierwszej fazie turnieju Euro-2000 i wielkimi aspiracjami, Holendrzy muszą jednak jeszcze przekonać sceptyków, wśród których
nieoczekiwanie znalazł się ich rodak, słynny Johan Cruyff.
Jako jeden z nielicznych komentatorów piłkarskich, Cruyff poddaje w wątpliwość końcowy sukces swych rodaków w Euro. Były piłkarz twierdzi, że sytuacja jest dobra, ale nie wszystko jest doskonałe. Pochwalił niektórych graczy z obrony, ale potępił Edgara Davidsa za "ujadanie" na sędziego. Według Cruyffa, Davids jest dobry, ale nie podoba mu się to, że piłkarz nie potrafi trzymać języka za zębami. Kolejny zawodnik - Marc Overmars - jest pożyteczny, ale pozostałe gwiazdy grały marnie.
Cruyff powiedział także kilka słów na temat Denisa Bergkampa, który jego zdaniem jest bardzo słaby. Były reprezentant Holandii skrytykował również Patricka Kluiverta.
W czwartek Dennis Bergkamp zripostował Cruyffowi: - Tak zwani profesjonalni komentatorzy, byli zawodnicy, powinni rozmawiać z nami bezpośrednio, a nie poprzez prasę. Nie wiem, skąd takie opinie. Może powinniśmy grać lepiej i gubić punkty. Czy tak byłoby lepiej, nie wiem.
Sympatyk Cruyffa, napastnik Pierre van Hooijdonk, nie grający w spotkaniu z Francją, uznał jednak słowa "wielkiego Johana" za niekonstruktywną krytykę. - Jestem ostatnim z tych, który uważa, że wszystko było fantastycznie, ale mam wrażenie jakby ludzie myśleli, że możemy przejść spacerkiem przez wszystkie mecze.